15 kwietnia 2018

Inauguracja 2018

Wiosna przyszła. Więc ruszyłem na rower.
Na początek 120 km po Mazowszu i Kurpiowszczyźnie.
Trochę wiało i w plecy i w twarz. Słońce świeciło, miło się jechało.
Taka trasa wyszła
Wiosnę widać.



19 sierpnia 2017

Rumunia i Ukraina 2017 - fotorelacja.

Zapraszam na fotorelację z wakacyjnej wyprawy rowerowej po Rumunii z kawałkiem Ukrainy.
Przez 23 dni przejechałem ok. 2370 km razem z towarzyszem - Krzysztofem. Na koniec rozdzieliliśmy się i samotnie zdobyłem Pikuja - najwyższy szczyt Bieszczadów.



23 maja 2017

Zlot forum podrozerowerowe.info w Krzętowie

Od 8 maja 2009 roku jestem użytkownikiem forum podrozerowerowe.info. Forum jest kopalnią wiedzy na temat podróżowania z sakwami. Przez te 8 lat pisania i czytania nie miałem właściwie okazji poznać na żywo forumowiczów, poza kilkoma wyjątkami.
Aż wreszcie w tym roku udało mi się pojechać do Krzętowa nad Pilicą na coroczny zjazd miłośników podróży z sakwami. To był wspaniały czas spędzony w gronie ludzi o podobnych zainteresowaniach. Były rozmowy, wzajemne macanie rowerów i 50-kilometrowa wycieczka po okolicy.
Przy okazji zaliczyłem też 18 nowych gmin.


31 marca 2017

10-lecie cyklozy

Mija właśnie 10 lat od chwili, gdy zachorowałem na cyklozę, czyli rozpocząłem przygodę z wycieczkami i wyprawami rowerowymi.
W tym czasie przejechałem na dwóch kółkach ponad 32,5 tys. kilometrów odwiedziłem 725 gmin w Polsce oraz 18 innych krajów w Europie. Podróżowałem z rowerem promem przez morze, koleją, autobusem i leciałem samolotem; wjechałem rowerem na wysokość 2802 m n.p.m., uciekałem przed niedźwiedziem, przeżyłem mnóstwo fantastycznych chwil i żyję.
Bogu niech będą dzięki!


25 września 2016

Rumunia 2016 - film

Zapraszam Państwa na film. A właściwie to teledysk z migawkami z Rumunii i Serbii.

23 sierpnia 2016

Rumunia 2016 - fotorelacja

Zapraszam na zwięzłą fotorelację z tegorocznej wakacyjnej wyprawy do Rumunii.Przy zdjęciach i mapach są krótkie opisy w formie relacji z podróży. 
Ślady są pod tym linkiem.
 Przez 4 tygodnie objechałem Żelazną Bramę Dunaju, Transalpinę, Transylwanię, Transfogaraską, Bucegi, Bukowinę i Marmarosz. Trasa była ułożona tak, żeby było dużo gór i niekoniecznie asfaltowych dróg.
Wyprawa była bardzo udana - bez żadnych awarii, kontuzji, problemów żołądkowych a i pogoda była dobra, choć lipiec potrafi być kapryśny.
Mam jeszcze dużo materiału filmowego i niedużo czasu, żeby coś zmontować. Może zimą?...


5 czerwca 2016

Na Koniec Świata

Na koniec maja po Bożym Ciele udało mi się wyskoczyć na 4-dniową wycieczkę rowerową na trasie Kutno - Łódź - Zduńska Wola - Koniec Świata - Kalisz - Konin - Licheń - Kutno.
Wyszło w sumie 460 km przy silnym wietrze i drobnych opadach. A przy okazji wpadło 37 nowych gmin.





3 maja 2016

24-godzinna wycieczka na Grunwald

Mając do dyspozycji 24 godziny wolnego czasu, wymyśliłem wycieczkę na Pola Grunwaldu. Przy okazji zaliczyłem 12 nowych gmin do kolekcji i mam ich w sumie 631.
Pierwszego dnia przejechałem 106 km piękną trasą przez pagórki i między jeziorkami. Noc spędziłem w namiocie za wioską Rumian w Welskim Parku Krajobrazowym. Znalazłem idealną miejscówkę na skraju lasu, na miękkim jak dywan podłożu. Temperatura spadła do zera, ale ciepły śpiwór i ciepłe ubranie zapewniły mi komfort. To była namiastka biwakowego życia - bezchmurne gwiaździste niebo, rechot żab, pohukiwanie sowy, cisza, pustka, kuchenka, i gorąca kolacja.
Drugiego dnia rankiem zwiedziłem stare krzyżackie miasteczko Dąbrówno położone miedzy dwoma jeziorami. Po kilku kilometrach dotarłem do głównego celu, czyli na Pola Grunwaldu.
Droga powrotna była miła - w słońcu, z lekkim wiatrem bocznym i bez dużego ruchu samochodów.
W sumie wyszła trasa długości 233 km, piękne widoki i wspomnienia.

Wreszcie jakieś pagórki

Udana miejscówka noclegowa

Na Polach Grunwaldu




24 kwietnia 2016

Uparty Mazur i północne Mazowsze nad Wkrą

Wiosna już w pełni, więc po kilku krótkich wycieczkach przyszedł czas na dłuższą przejażdżkę. Jako główny cel podróży rowerowej wybrałem jedno z najstarszych drzew na Mazowszu, czyli 800-letni dąb Uparty Mazur we wsi Młock koło Ciechanowa. Przy okazji zaliczyłem też 4 nowe gminy i mam już ich na koncie 619. W sumie wyszło 155 km, co jest niezłym wyczynem jak na pierwszą wycieczkę po zimowej przerwie.
Dzień był słoneczny, ale chłodny. A wieczorem zachmurzyło się i nawet trochę pokropił deszcz. O tej porze roku przyroda budzi się do życia i jest naprawdę pięknie. W oczy bije świeża zieleń na polach i łąkach, a wiosenny nastrój poprawiają bociany. Rzeka Wkra pięknie wije się między kwitnącymi krzewami, ptaki śpiewają, kajakarze spływają. Cudownie.



3 marca 2016

Serbia i Macedonia 2015 - fotorelacja

Pod tym linkiem można obejrzeć fotorelację z wakacyjnej samotnej wyprawy rowerowej do Serbii i Macedonii.

14 sierpnia 2015

Bałkańskie solo zakończone

2 782 kilometry
23 481 m podjazdów
6 krajów*
bez żadnej gumy, awarii, usterki, naprawy, wywrotki, choroby, kontuzji, skurczów, zakwasów, kryzysów, sraczki, deszczu, błądzenia, czy zgubienia mienia**.
Wspaniały czas, spotkani ludzie, widoki, zabytki, przyroda, zwierzęta.
Bogu niech będą dzięki.
Deo gratias.
-------------------
* Polska, Słowacja, Węgry, Serbia, Bośnia i Hercegowina oraz Macedonia. A w zachodniej Macedonii było jak w Albanii.
** nie licząc zgubionych kilogramów



1 maja 2015

Majowa setka po kontuzji

Dokładnie miesiąc temu podczas gry w koszykówkę skręciłem sobie bardzo poważnie staw skokowy. 2 tygodnie miałem nogę usztywnioną i chodziłem o kulach. Po 3 tygodniach wsiadłem na rower i mogłem przejechać kilkanaście kilometrów. Stopniowo zwiększałem obciążenia, by dziś przejechać 101 km bez uszczerbku na zdrowiu.
Jestem kolekcjonerem gmin w ramach zabawy zaliczgmine.pl i mam już uzbierane 528 gmin.


3 marca 2015

BBE 2014 - relacja cz. 1 Chorwacja, Bośnia i Hercegowina

Zabrzmiał ostatni gwizdek mundialu 2014, czyli znak, że można zaczynać naszą bałkańską przygodę. 7 rowerów, załadowanych dzień wcześniej, czeka już na przyczepie, a my wsiadamy do busa. Przed północą wyruszamy z Zębu koło Zakopanego i po sprawnej nocnej podróży nad ranem jesteśmy w węgierskiej miejscowości Barcs, tuż przy granicy chorwackiej. Nakładamy sakwy na bagażniki i w pełnym słońcu ruszamy na południe.

Route 2,917,203 - powered by www.bikemap.net
Dzień 1. Barcs - Bosanska Gradiška 123 km
Jest słonecznie, choć nie upalnie. W ciągu dnia pokonujemy pięć nietrudnych wzniesień. To dopiero wstęp i rozgrzewka przed bałkańskimi górami. Przejeżdżamy całą Chorwację i na wieczór jesteśmy w Bosanskiej Gradišce. Nocujemy w namiotach przy klasztorze sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa. Rozmowy z siostrami uświadamiają mi, że całkiem sprawnie przez 2 tygodnie nauczyłem się podstawowych zwrotów po chorwacku. Przyda się na pewno w kolejnych dniach wyprawy. Już pierwszy nocleg jest zapowiedzią wielkiej gościnności mieszkańców Bałkanów, o czym przekonamy się przez kolejne tygodnie. Dzień kończymy Mszą św. razem z siostrami.
Rozpoczynamy wyprawę w dobrych humorach

BBE 2014 - relacja cz. 2 Czarnogóra

Route 2,917,204 - powered by www.bikemap.net
Dzień 7. Tuli - Lepetane 46 km
Rano przejeżdżamy po płaskim 6 km, a potem czeka nas 200 m podjazdu. Nabieramy wody od miejscowych, całkiem sprawnie zdobywamy górę i docieramy do granicy czarnogórskiej. Za przejściem jest piękny, długi, choć kręty zjazd z 900 m nad Zatokę Kotorską, czyli do poziomu morza. Widoki są bajkowe! Góry, które wcinają się w morze. Dzięki życzliwości ks. Dariusza, salwatorianina pracującego w Czarnogórze, mamy nocleg w opuszczonej plebanii w Lepetane. Dojeżdżamy do Kamenari i przepływamy promem na drugą stronę zatoki. Ks. Dariusz daje nam klucze do domu i możemy się rozpakować. Jesteśmy tuż nad wodą, szykujemy się do kąpieli, ale zaczyna padać, więc chowamy się do domu. Odprawiamy Mszę św. w kościele, robimy pranie, odpoczywamy, jedziemy na kolację do Lastvi, a wieczorem siedzimy długo nad Zatoką Kotorską.

Wypoczynek nad Zatoką Kotorską

BBE 2014 - relacja cz. 3. z powrotem przez Bośnię i Chorwację

Route 2,917,208 - powered by www.bikemap.net
Dzień 16. Osija - Sarajewo 55 km
Po przejechaniu kolejnych kilometrów przez odludne tereny nagle znajdujemy się na przedmieściach Sarajewa. Już po wjeździe do miasta łapie nas burza, a Wojtek łapie gumę. Szukamy sklepu rowerowego, żeby Marcin i Wojtek kupili sobie dętki. Okazuje się, że nie tylko dętki, bo Wojtkowi rozwala się całkowicie także opona. Dalej przez miasto może już tylko prowadzić swój rower.
W południe meldujemy się w hostelu Franz Ferdinand w centrum miasta przy katedrze. Warunki są bardzo dobre. Mamy pół dnia na zwiedzanie Sarajewa. To oczywiście za mało, żeby wszystko dokładnie zobaczyć, ale mamy okazję poczuć klimat stolicy.
Przed ratuszem w Sarajewie

5 października 2014

360 km szaleństwa, czyli wycieczka sobotnia nad morze.

Mam spore zaległości na blogu. Czekam na jesienne, deszczowe dni, by opisać ze szczegółami wyprawę bałkańską. Mam zamiar napisać dwa słowa o moim nowym rowerze na ramie Surly LHT.
Ale zanim to nastąpi, pochwalę się wczorajszą szaloną wycieczką.
Zastanawiam, co jest w sumie najważniejsze. Czy pobicie życiowych rekordów długości i czasu jazdy? Czy walka ze swoimi słabościami, z powalająca sennością i zmęczeniem? Czy piękne krajobrazy? A może czas spędzony na bałtyckiej plaży w absolutnej samotności, bez śladu żywego człowieka po horyzont? Niepowtarzalny klimat jazdy w środku nocy na zmianę we mgle i świetle księżyca?

3 sierpnia 2014

7 maja 2014

Dookoła Babiej Góry

Tym razem we trójkę, z Szymonem i Marcinem wyruszyliśmy dookoła Babiej Góry.
Pogoda była dobra do jazdy, było słonecznie, chłodno i momentami wiał z boku zimny wiatr.
W pierwszym skoku dojechaliśmy wzdłuż Jeziora Orawskiego do Namestova.
Po przerwie na drugie śniadanie wjechaliśmy na Przełęcz Glinne i znaleźliśmy się z powrotem w Polsce. Po przejechaniu granicy czekał nas ostry zjazd do Korbielowa. Na zjeździe Marcin złapał gumę w tylnym kole, ale szybko udało się zmienić dętkę.
Po 80 km byliśmy w Jeleśni. Ponieważ tempo było dobre (średnia jazdy ponad 20 km/h), zrezygnowaliśmy z postoju obiadowego i skręciliśmy na Koszarawę, by zdobywać kolejny podjazd na Przełęcz Klekociny. Okazało się, że do samego szczytu prowadzi nowa, równa asfaltowa droga, ale wyjątkowo stroma. Nie wiem, czy gdzieś w Polsce mamy drogę o podobnym nachyleniu. Masakra! W dół do Wełczy była równie ostra droga, ale tym razem kamienisto-piaszczysta. Biedny Marcin nie mógł zjeżdżać na swoim rowerze szosowym, choć odważył się już pod koniec przed asfaltem. W lesie zrobiliśmy postój obiadowy, zjadając zapasy zakupione po drodze.
Po przerwie zjechaliśmy do Zawoi i ruszyliśmy zdobywać przełęcz Krowiarki (1012 m npm). Na szczycie mieliśmy już 113 km przejechane i zostało przewie 60 do domu. Ostatni odcinek pokonaliśmy jednym skokiem, robiąc tylko krótki postój zaopatrzeniowy w Podczerwonem.
Ogółem wyszło prawie 170 km i ok 1800 pod górę.



Ruszamy w drogę

29 kwietnia 2014

Spisz? Nie, nie śpię!

Piękny dzień i piękna wycieczka.


Pod Príslopom (1 081 m n.p.m.)