Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krótka jazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krótka jazda. Pokaż wszystkie posty

15 kwietnia 2018

Inauguracja 2018

Wiosna przyszła. Więc ruszyłem na rower.
Na początek 120 km po Mazowszu i Kurpiowszczyźnie.
Trochę wiało i w plecy i w twarz. Słońce świeciło, miło się jechało.
Taka trasa wyszła
Wiosnę widać.



23 maja 2017

Zlot forum podrozerowerowe.info w Krzętowie

Od 8 maja 2009 roku jestem użytkownikiem forum podrozerowerowe.info. Forum jest kopalnią wiedzy na temat podróżowania z sakwami. Przez te 8 lat pisania i czytania nie miałem właściwie okazji poznać na żywo forumowiczów, poza kilkoma wyjątkami.
Aż wreszcie w tym roku udało mi się pojechać do Krzętowa nad Pilicą na coroczny zjazd miłośników podróży z sakwami. To był wspaniały czas spędzony w gronie ludzi o podobnych zainteresowaniach. Były rozmowy, wzajemne macanie rowerów i 50-kilometrowa wycieczka po okolicy.
Przy okazji zaliczyłem też 18 nowych gmin.


5 czerwca 2016

Na Koniec Świata

Na koniec maja po Bożym Ciele udało mi się wyskoczyć na 4-dniową wycieczkę rowerową na trasie Kutno - Łódź - Zduńska Wola - Koniec Świata - Kalisz - Konin - Licheń - Kutno.
Wyszło w sumie 460 km przy silnym wietrze i drobnych opadach. A przy okazji wpadło 37 nowych gmin.





3 maja 2016

24-godzinna wycieczka na Grunwald

Mając do dyspozycji 24 godziny wolnego czasu, wymyśliłem wycieczkę na Pola Grunwaldu. Przy okazji zaliczyłem 12 nowych gmin do kolekcji i mam ich w sumie 631.
Pierwszego dnia przejechałem 106 km piękną trasą przez pagórki i między jeziorkami. Noc spędziłem w namiocie za wioską Rumian w Welskim Parku Krajobrazowym. Znalazłem idealną miejscówkę na skraju lasu, na miękkim jak dywan podłożu. Temperatura spadła do zera, ale ciepły śpiwór i ciepłe ubranie zapewniły mi komfort. To była namiastka biwakowego życia - bezchmurne gwiaździste niebo, rechot żab, pohukiwanie sowy, cisza, pustka, kuchenka, i gorąca kolacja.
Drugiego dnia rankiem zwiedziłem stare krzyżackie miasteczko Dąbrówno położone miedzy dwoma jeziorami. Po kilku kilometrach dotarłem do głównego celu, czyli na Pola Grunwaldu.
Droga powrotna była miła - w słońcu, z lekkim wiatrem bocznym i bez dużego ruchu samochodów.
W sumie wyszła trasa długości 233 km, piękne widoki i wspomnienia.

Wreszcie jakieś pagórki

Udana miejscówka noclegowa

Na Polach Grunwaldu




24 kwietnia 2016

Uparty Mazur i północne Mazowsze nad Wkrą

Wiosna już w pełni, więc po kilku krótkich wycieczkach przyszedł czas na dłuższą przejażdżkę. Jako główny cel podróży rowerowej wybrałem jedno z najstarszych drzew na Mazowszu, czyli 800-letni dąb Uparty Mazur we wsi Młock koło Ciechanowa. Przy okazji zaliczyłem też 4 nowe gminy i mam już ich na koncie 619. W sumie wyszło 155 km, co jest niezłym wyczynem jak na pierwszą wycieczkę po zimowej przerwie.
Dzień był słoneczny, ale chłodny. A wieczorem zachmurzyło się i nawet trochę pokropił deszcz. O tej porze roku przyroda budzi się do życia i jest naprawdę pięknie. W oczy bije świeża zieleń na polach i łąkach, a wiosenny nastrój poprawiają bociany. Rzeka Wkra pięknie wije się między kwitnącymi krzewami, ptaki śpiewają, kajakarze spływają. Cudownie.



1 maja 2015

Majowa setka po kontuzji

Dokładnie miesiąc temu podczas gry w koszykówkę skręciłem sobie bardzo poważnie staw skokowy. 2 tygodnie miałem nogę usztywnioną i chodziłem o kulach. Po 3 tygodniach wsiadłem na rower i mogłem przejechać kilkanaście kilometrów. Stopniowo zwiększałem obciążenia, by dziś przejechać 101 km bez uszczerbku na zdrowiu.
Jestem kolekcjonerem gmin w ramach zabawy zaliczgmine.pl i mam już uzbierane 528 gmin.


7 maja 2014

Dookoła Babiej Góry

Tym razem we trójkę, z Szymonem i Marcinem wyruszyliśmy dookoła Babiej Góry.
Pogoda była dobra do jazdy, było słonecznie, chłodno i momentami wiał z boku zimny wiatr.
W pierwszym skoku dojechaliśmy wzdłuż Jeziora Orawskiego do Namestova.
Po przerwie na drugie śniadanie wjechaliśmy na Przełęcz Glinne i znaleźliśmy się z powrotem w Polsce. Po przejechaniu granicy czekał nas ostry zjazd do Korbielowa. Na zjeździe Marcin złapał gumę w tylnym kole, ale szybko udało się zmienić dętkę.
Po 80 km byliśmy w Jeleśni. Ponieważ tempo było dobre (średnia jazdy ponad 20 km/h), zrezygnowaliśmy z postoju obiadowego i skręciliśmy na Koszarawę, by zdobywać kolejny podjazd na Przełęcz Klekociny. Okazało się, że do samego szczytu prowadzi nowa, równa asfaltowa droga, ale wyjątkowo stroma. Nie wiem, czy gdzieś w Polsce mamy drogę o podobnym nachyleniu. Masakra! W dół do Wełczy była równie ostra droga, ale tym razem kamienisto-piaszczysta. Biedny Marcin nie mógł zjeżdżać na swoim rowerze szosowym, choć odważył się już pod koniec przed asfaltem. W lesie zrobiliśmy postój obiadowy, zjadając zapasy zakupione po drodze.
Po przerwie zjechaliśmy do Zawoi i ruszyliśmy zdobywać przełęcz Krowiarki (1012 m npm). Na szczycie mieliśmy już 113 km przejechane i zostało przewie 60 do domu. Ostatni odcinek pokonaliśmy jednym skokiem, robiąc tylko krótki postój zaopatrzeniowy w Podczerwonem.
Ogółem wyszło prawie 170 km i ok 1800 pod górę.



Ruszamy w drogę

29 kwietnia 2014

Spisz? Nie, nie śpię!

Piękny dzień i piękna wycieczka.


Pod Príslopom (1 081 m n.p.m.)

23 kwietnia 2014

Duża pętla orawska

Radując się ze zmartwychwstania, przejechałem się na Orawę. Wyszło 125 km i 1300 m do góry. Pogoda była bezdeszczowa, mglista i przez moment bardzo wietrzna. Ale ogólnie to była wspaniała wycieczka.


Krowiarki

8 kwietnia 2014

Z gór nad jeziora

Przejechałem się dziś dookoła Jeziora Czorsztyńskiego. Było ciepło, pół dnia słonecznie, pół dnia mocno wietrzenie, a w całości bardzo udanie. Wyszło 118 km i 1600 do góry i tyle samo w dół.




Zakopane z Cyrhli

30 marca 2014

Coż rzec?


Przejechałem sobie dziś po południu między obiadem a Mszą św. dwadzieścia kilka km, przy okazji dokładając dwa wjazdy do projektu "Setka na Gubałówkę".
Było ciepło, bezwietrznie i krokusowo.
Cóż więcej rzec? Zdjęcie mówi wszystko.

13 marca 2014

Zimowa setka do Rabki

Choć jeszcze zima w kalendarzu, to słoneczna pogoda pozwoliła przejechać się pierwszy raz na serio w tym roku. Wyszło 102 km w pięknej trasie do Rabki-Zdrój.


19 czerwca 2013

Dookoła Tater

Zrobiłem to, co planowałem od 2007 r. Objechałem Tatry na rowerze!
15 godzin jazdy, 6 litrów wody, 195 km, 2700 m do góry.

Pierwsza wiosenna setka

Taka wycieczka z Jurkiem we dwóch nad Jezioro Czorsztyńskie. Miała być setka i wyszło 103 km.


5 maja 2013

Z kamerą na kiju

Takie różne eksperymenty się dzieją:

25 kwietnia 2013

Inauguracja 2013

Zaczęło się.

1 września 2012

Pod Wołowiec na koniec wakacji

Wakacyjny czas powoli dobiega końca. Zanim rozpocznie się szkoła, postanawiamy pojechać na ostatnią wakacyjna wycieczkę rowerową. Tym razem nie będzie to pętla, ale prosta trasa tam i z powrotem w góry. Wyjeżdżamy w grupie trzyosobowej o 8:30 i po krótkiej wspinaczce do Gronika zjeżdżamy do Chochołowa. Prognozy nie przewidywały deszczu, ale słońce cały czas schowane jest za chmurami. Niedługo po przekroczeniu granicy słowackiej skręcamy w lewo do Oravicy. Ruch na drodze jest niewielki, możemy jechać obok siebie i spokojnie rozmawiać. Za basenami termalnymi w Oravicy droga wiedzie stromo pod górę na wysokość 940 m. Pod koniec nachylenie wynosi 12 %. Dobrze, że nie ma upału i jazda nie jest ciężka. Po zjeździe do Zuberca rozpoczyna się wspinaczka na serio. Jedziemy przepiękną doliną Roháčską, podziwiając przyrodę i zdumiewając się małą ilością turystów. Na pewno w tym czasie na drodze do Morskiego Oka są nieprzebyte tłumy. Im jedziemy wyżej, tym droga robi się coraz bardziej stroma i coraz częściej musimy robić przerwy "na zdjęcie". Ostatnie metry to już naprawdę mozolna wspinaczka w tempie 5 km/h. Wreszcie docieramy nad Ťatliakove pleso, położone na wys. 1370 m. i naszym oczom ukazuje się przepiękny widok granicznego pasma Tatr Zachodnich: Grzesia, Rakonia i Wołowca. Widok, który rekompensuje wszelkie trudy rowerowej wspinaczki.
Zza chmur wychodzi słońce, a my w tak pięknych okolicznościach przyrody odpoczywamy dłuższą chwilę nad stawem i zjadamy nasze zapasy żywnościowe. Chciałoby się siedzieć tak nad wodą i patrzeć na te góry cały dzień, ale pora wracać. Spinamy mocno kaski, łapiemy za kierownice i rozpoczynamy szaleńczy zjazd. Droga jest stroma, prosta, właściwie bez zakrętów, więc szybko przekraczamy 60 km/h i pędzimy w dół przy dźwięku dzwonka, który uprzejmie zachęcał pieszych do zejścia na bok. Z prędkością dochodzącą do 70 km/h dojeżdżamy do szlabanu na końcu drogi. Szymek postanawia ominąć szlaban sprytnym manewrem, niestety z powodu dużej prędkości kończy się to poślizgiem, lądowaniem, upadkiem roweru do rowu i skoszeniem znaku (na zdj.). Na szczęście lądowanie okazało się niegroźne, nie licząc zdartego naskórka na małym palcu u ręki. Cały zjazd do Zuberca trwa 12,5 km. Dalej sprawnie pokonujemy kolejne górki, mimo że niektórym doskwiera ból pewnej rowerowej część ciała. Na szczęście cały czas ruch na drodze jest niewielki, więc jazda jest przyjemna. Po południu dojeżdżamy do Zakopanego, wszyscy zadowoleni z tej ostatniej wakacyjnej wycieczki.
Więcej zdjęć pod tym linkiem.

W tle Tatry Zachodnie

Ťatliakove pleso


Szykujemy się do szaleńczego zjazdu

Szymek kończy zjazd skoszeniem znaku



Wakacyjna pętla orawska

Korzystając z czasu wakacji, wyruszamy na wycieczkę rowerową. Tym razem skład jest szczupły, trzyosobowy. W planie mamy objazd jeziora Orawskiego. Wyruszamy o 8:00 rano, mając nad głową wiszące chmury. Miało być słonce, a zapowiada się deszcz. Może za granicą będzie cieplej? Póki co jest zimno i w takich warunkach przez Chochołów wjeżdżamy na Słowację. Pierwsze 28 km to, z małymi wyjątkami, droga w dół do wysokości ok. 600 m. Za miasteczkiem Trstená skręcamy na północ i dojeżdżamy do jeziora Orawskiego. Koło tamy robimy pierwszy postój na II śniadanie i nagle zaczyna padać ulewny deszcz. Chowamy się pod wiatą i postanawiamy przeczekać opad. Na szczęście deszcz po krótkiej chwili ustaje i możemy jechać dalej wzdłuż brzegu. Kolejny odpoczynek połączony z sesją zdjęciową robimy na przystani. Wychodzi słońce i od razu robi się gorąco. Obserwujemy mały statek, który rozpoczyna wycieczkowy rejs po jeziorze. W Námestovie robimy szybkie zakupy, żegnamy się z jeziorem i wracamy do ojczyzny, kierując się na Lipnicę. Droga do granicy jest wyremontowana i jedzie się bardzo wygodnie. Na krótkim podjeździe przed Jabłonką, mimo że jedziemy dość szybko, wyprzedza nas bez większego trudu jakiś zagraniczny sakwiarz, jadący z pełnym bagażem. Kiedy jesteśmy na szczycie wzniesienia, on już jest ledwo widoczny na horyzoncie. Ech, w takim tempie, można by pokonywać dziennie 200 km na wyprawach. Z Jabłonki jedziemy do Czarnego Dunajca, ale zanim wjedziemy do miasteczka, skręcamy w prawo, aby przejechać na skróty przez las. Odcinek terenowy okazuje się ładny, ale dość trudny. Droga jest lekko utwardzona, ale co kilkaset metrów przeszkodą są kałuże i błota. Tempo jazdy bardzo spada. W kilku miejscach musimy omijać rozlewiska, prowadząc rowery przez las. Dojeżdżamy do kapliczki św. Huberta, a dalej, na szczęście, jest już nowa asfaltowa droga. W Podczerwonem zatrzymujemy się na pyszne lody z własnego wyrobu. Jesteśmy już trochę zmęczeni, więc niezbyt szybko podjeżdżamy do Zakopanego. Przed Kirami na moim liczniku pojawia się okrągła liczba 15000. Tyle kilometrów (w przybliżeniu) wykręciłem od 2007 r., głównie podczas wielodniowych wypraw. Oby tak dalej. Kończymy wycieczkę w dobrych humorach i umawiamy się na podobny 100-kilometrowy wyjazd w następnym tygodniu.
Więcej zdjęć pod tym linkiem.

Wjeżdżamy na Słowację

Nad jez. Orawskim

Odcinek terenowy

Kapliczka św. Huberta przy drodze do torfowiska




13 czerwca 2012

Nowa droga osturńska

Na tę wycieczkę umawialiśmy się już miesiąc temu. Piątek po Bożym Ciele to dzień wolny od szkoły, można było więc zebrać małą ekipę i wyruszyć w góry. Tym razem plany były ambitne - wyprawa za granicę i trochę ostrych podjazdów.
O 8:00 rano wyruszyliśmy w stronę Łysej Polany. Pogoda była dobra. Prognozy nie przewidywały ani opadów ani upału. W dobrym tempie zdobywamy pierwsze premie górskie - Cyrhlę i Wierchporoniec. Jedziemy w dół do przejścia granicznego. W związku z mistrzostwami Europy w gałę miała być kontrola graniczna. Przygotowujemy paszporty, ale na granicy nie widać żywego ducha. Wjeżdżamy na Słowację i po krótkim podjeździe i zjeździe rozpoczynamy spokojną wspinaczkę na Zdziarską Przełęcz. Słońce na krótkie chwile wychodzi zza chmur. Za przełęczą skręcamy w lewo w las i jedziemy jeszcze kilkaset metrów pod górę na 1134 m npm. Po chwili odpoczynku rozpoczynamy szaleńczy zjazd przez 8 km piękną drogą z nowym asfaltem. Wokół nas rozciąga się przepiękna panorama Tatr i Podhala. Z prędkością dochodzącą do 70 km/h dojeżdżamy do Osturni. Za wioską robimy przerwę na posiłek w cieniu drzewa na drodze.
Po pół godzinie odpoczynku kierujemy się do Łapszanki. Znowu mamy piękną drogę z nowym asfaltem. Podjazd jest bardzo ostry, przez chwilę wszyscy prowadzimy rowery. Po 3 kilometrach jesteśmy z powrotem w Polsce. Jedziemy na zachód podziwiając znów piękną panoramę Tatr. Trasa prowadzi w dół, ale nie możemy rozpędzić się z powodu dziurawej drogi. Po ostrym zjeździe czeka nas stromy podjazd w Bukowinie Tatrzańskiej. Tym razem nie prowadzimy rowerów, ale co kilkaset metrów robimy krótkie odpoczynki. Nad Zakopanem gromadzą się ciemne chmury i obawiamy się załamania pogody. Jak to bywa w górach po ostrym podjeździe czeka nas zjazd do Poronina przez Stasikówkę. Z Poronina mamy już tylko 10 km do domu. Pogoda na szczęście nie zmienia się. Chmury burzowe odchodzą na zachód i coraz częściej wychodzi słońce. Na Ustupie zatrzymujemy się na zasłużony obiad i deser lodowy. Napełniwszy żołądki wracamy do domu bardzo zadowoleni. Za nami 70 km do przodu i 1400 m do góry. To była bardzo udana wycieczka.

Więcej zdjęć pod tym linkiem.
Za nami pierwszy podjazd na Toporową Cyrhlę

Zdziarska Przełęcz

Początek zjazdu nową drogą do Osturni

Ostry podjazd z Osturni do Łapszanki


9 maja 2012

Papieskim szlakiem we mgle

Po udanej wycieczce do Wadowic postanowiliśmy w następnym tygodniu wyruszyć ponownie na dwóch kółkach po górkach, tym razem papieskim szlakiem do Ludźmierza. Dzień przed planowanym wyjazdem mocno padało, ale w nocy miało przestać. I sprawdziło się, choć od rana ciemne chmury wisiały nad Zakopanem.
Ruszamy o 8:00, tym razem w grupie czteroosobowej razem z Klaudią, Zuzią i Kamilem. Zuzia towarzyszy nam tylko kawałek na Gubałówkę, ale za to przed szczytem dołącza do nas Mateusz, który zaspał na 8:00.
Nie pada, ale jest zimno i wilgotno. W spokojnym tempie zdobywamy Gubałówkę, powoli zanurzając się w mgłę. Na szczycie nie ma turystów, co wcale nie dziwi patrząc na zachmurzone niebo i zamglone góry. Termometr w liczniku Mateusza pokazuje niewiele ponad 5 stopni ciepła (zimna?). Zakładamy na siebie wszystkie kurtki, czapki i rękawiczki i rozpoczynamy szaleńczy, mrożący krew w żyłach i wszystkie nasze członki, zjazd. Za Zębem mgła jest taka gęsta, że ledwo co widać przed nami. Zapalamy lampki rowerowe, żeby poprawić naszą widoczność. Po długich zjazdach rozgrzewamy się na podjeździe w Maruszynie. Chmury podnoszą się stopniowo i dokoła rozpościerają się piękne widoki. Żałujemy, że nie ma słonecznej pogody.
Następna wioska to już Ludźmierz. Modlimy się w Sanktuarium, ogrzewamy troszkę w kościele, jemy drugie śniadanie i jedziemy dalej do Nowego Targu. Następny przystanek na ogrzanie się i odżywianie to przydrożny bar szybkiej obsługi przy wyjeździe z Nowego Targu.
Zza chmur zaczyna przedzierać się słońce i robi się coraz cieplej. Do Szaflar jedziemy kawałek ruchliwą zakopianką, a dalej już starą drogą ze spokojnym ruchem samochodowym. Droga wiedzie lekko pod górę, ale nie ma wiatru i dobrze się jedzie. Mateusz zaczyna słabnąć i narzekać. Dla niego przejechanie ponad 50 km to wiekopomny wyczyn. Reszta grupy pogania go stanowczo i uczy jazdy jednostajnym tempem, prostoliniowo i siedząc na siodełku.
Rozgrzani jazdą pod górkę, dojeżdżamy do Zakopanego. Ostatni element podróży to lody, które nie zmieściły się w naszych żołądkach w Wadowicach. A w głowach rodzą się już pomysły na koleją wycieczkę naszej małej supergrupy rowerowej.

Wjeżdżamy na Gubałówkę, powoli zatapiając się we mgłę.

Jesteśmy już na szczycie. Teraz trzeba dobrze się ubrać przed szybkim zjazdem.


Trasa rowerowa 1562092 - powered by Bikemap