3 maja 2012

Wadowicka wycieczka majowa

Po krótkich przejażdżkach w okolicy domu przyszedł czas na poważną stukilometrową wycieczkę. Wybrałem się z trójką dzielnych wędrowców: Klaudią, Kamilem i Szymkiem do Wadowic.
Ruszamy z Zakopanego o 8:00 rano i po krótkim podjeździe na Gronik rozpoczyna się długi prosty zjazd. Świeci majowe słońce, ale chłodzi nas boczny wiatr. Po 20 km robimy krótki odpoczynek, ale nikt jeszcze nie jest zmęczony. Po 35 km w Pieniążkowicach zaliczamy małą górkę. Podjazd nie jest na szczęście długi ani męczący. Odpoczywając na górce, słyszymy w dali grzmoty i zbliżającą się burzę. Niedobrze, ale może uda się ominąć deszcz.
W Rabie Wyżnej zjeżdżamy z głównej drogi, żeby skrótem przejechać do Jordanowa. W Wysokiej, jak sama nazwa wskazuje, zdobywamy kolejny podjazd i cieszymy się, że w dobrym tempie przejechaliśmy już 50 km. W Jordanowie odpoczywamy pół godziny. Jemy drugie śniadanie, ale przede wszystkim czekamy, jak rozwinie się sytuacja pogodowa. W kierunku północno-zachodnim widać burzowe chmury. To dokładnie tam, dokąd mamy jechać. Za Jordanowem na 50 km podjeżdżamy na górkę, z której roztacza się piękny widok na doliny wzdłuż Skawy. Wszystko skąpane jest w słońcu, to znak, że burza przeszła bokiem.
W dość sporym ruchu ulicznym przejeżdżamy Maków Podhalański i Suchą Beskidzką. Za Zembrzycami wjeżdżamy na nowy most, jeszcze nie oddany do użytku. Niestety, na końcu mostu wylany jest świeży beton i musimy zawrócić i pojechać starą drogą. W tym miejscu widać już z daleka budowany od lat zbiornik wodny przy zaporze Świnna Poręba. Budowa powoli dobiega końca. Pozostało tylko przełożenie linii kolejowej i zbudowanie nowego mostu oraz grobli przez nowe jezioro.
Burza odeszła daleko i znowu robi się bardzo gorąco. Jest już 15:00 a nam zostało 15 km do Wadowic. Za nami już prawie 100 km. Jesteśmy bardzo dumni i zadowoleni z faktu, że udało się bez większego wysiłku machnąć taki odcinek. Najbardziej podziwiamy Klaudię, która bez narzekania podjeżdża pod każdą górkę i naprawdę daje radę.
Przed 16:00 wjeżdżamy na wadowicki rynek. W programie wycieczki mamy zwiedzanie Bazyliki, ale również obiad i deser. Na obiad jemy pizzę, która tak wszystkich nasyca, że na deser nie ma już miejsca. Trudno, zjemy lody innym razem.
Po obfitym obiedzie odpoczywamy chwilę i ruszamy do pociągu na stację Stryszów. Przed nami jeszcze 15 km, ale niestety z ostrymi podjazdami. Po drodze odwiedzamy jeszcze pallotyński dom na Kopcu, modlimy się chwilę w kaplicy i próbujemy wykrzesać resztki sił na ostatnie 10 km. Nie śpiesząc się zbytnio, przyjeżdżamy na stację 20 minut przed odjazdem pociągu. Czas spędzony w przedziale kolejowym mija zaskakująco szybko. Wspominamy wydarzenia z kończącego się dnia i dzielimy się wrażeniami z wycieczki. Przez okna pociągu ze spokojem obserwujemy ulewy i burze szalejące na trasie naszego niedawnego przejazdu. Pogodę mieliśmy naprawdę udaną.
O 21:00 jesteśmy na stacji Zakopane i w znakomitych humorach rozjeżdżamy się do domów, a na licznikach już 120 km od rana.
Jak widać, najwięcej zależy od głowy. Okazało się, że jadąc odpowiednim tempem, w dobrej grupie, można śmiało przejechać 100 km (i 800 m podjazdów) i przeżyć. Polecam wszystkim, aby spróbowali.

Widok na dolinę wzdłuż Skawy. A w dali już leje deszcz.

To wszystko będzie kiedyś zalane. A póki co budują.

Przed wadowicką bazyliką po przejechaniu 100 km




Trasa rowerowa 1550762 - powered by Bikemap 

20 kwietnia 2012

Zdobywca gmin

Kilka lat jeżdżenia na dwóch kółkach z sakwami, a już udało mi się odwiedzić ok. 359 gmin w Polsce.
Poniższa mapka ciekawie ukazuje rejony po których jeździłem w ramach przeróżnych wypraw oraz gminy leżące w pobliżu moich miejsc zamieszkania.

Póki co nie planuję znacząco powiększyć tej liczby, bo na obecnym etapie wyprawowym zwiedzam różne zakątki Europy.

9 kwietnia 2012

Plany na 2012

Po długiej przerwie zimowej pora wrócić do jazdy.
Szczegółowo zaplanowałem już tegoroczną wyprawę wakacyjną i chciałem podzielić się tymi planami.
W tym roku zamierzam objechać Alpy jadąc przez Włochy i Francję. Trasa będzie typowo turystyczna, z odpoczynkiem nad morzem, zwiedzaniem Ravenny, Florencji, Genui, Monaco, Lyonu i Ars. Po drodze będzie też wysoka góra (2802 mnpm). Spanie na campingach i na dziko, jedzenie własne, dojazd do Włoch i powrót z Niemiec pociągami. Dystanse dzienne do 130 km po płaskim i 65 km w wysokich górach. Termin: II połowa czerwca, początek lipca.
Mam już kilku towarzyszy, którzy wstępnie zadeklarowali udział w wyprawie, ale jeśli ktoś jeszcze chciałby przeżyć wielką przygodę, to można się dołączyć.

29 września 2011

Camino Grande - relacja

Zapraszam do lektury szczegółowej relacji z wyprawy Camino Grande:
    Francja: 
Dzień 1. i 2.       Dzień 3.      Dzień 4.      Dzień 5.      Dzień 6.      Dzień 7. i 8.
Dzień 9.             Dzień 10.    Dzień 11.    Dzień 12.    Dzień 13.    Dzień 14.

     Hiszpania:
Dzień 15.          Dzień 16.     Dzień 17.     Dzień 18.     Dzień 19.   
Dzień 20.          Dzień 21.     Dzień 22.     Dzień 23.

    Portugalia:
Dzień 24.         Dzień 25.      Dzień 26.     Dzień 27.      Dzień 28.       Dzień 29. i 30.

21 września 2011

Camino Grande - zdjęcia

Wrzuciłem do sieci maleńką część z kilku tysięcy zdjęć z naszej wyprawy.
Oglądajcie i komentujcie!

Część pierwsza: Niemcy i Francja

Część druga: Hiszpania

Część trzecia: Portugalia i powrót