Dokładnie miesiąc temu podczas gry w koszykówkę skręciłem sobie bardzo poważnie staw skokowy. 2 tygodnie miałem nogę usztywnioną i chodziłem o kulach. Po 3 tygodniach wsiadłem na rower i mogłem przejechać kilkanaście kilometrów. Stopniowo zwiększałem obciążenia, by dziś przejechać 101 km bez uszczerbku na zdrowiu.
Jestem kolekcjonerem gmin w ramach zabawy zaliczgmine.pl i mam już uzbierane 528 gmin.
1 maja 2015
3 marca 2015
BBE 2014 - relacja cz. 1 Chorwacja, Bośnia i Hercegowina
Zabrzmiał ostatni gwizdek mundialu 2014, czyli znak, że można zaczynać naszą bałkańską przygodę. 7 rowerów, załadowanych dzień wcześniej, czeka już na przyczepie, a my wsiadamy do busa. Przed północą wyruszamy z Zębu koło Zakopanego i po sprawnej nocnej podróży nad ranem jesteśmy w węgierskiej miejscowości Barcs, tuż przy granicy chorwackiej. Nakładamy sakwy na bagażniki i w pełnym słońcu ruszamy na południe.
Route 2,917,203 - powered by www.bikemap.net
Jest słonecznie, choć nie upalnie. W ciągu dnia pokonujemy pięć nietrudnych wzniesień. To dopiero wstęp i rozgrzewka przed bałkańskimi górami. Przejeżdżamy całą Chorwację i na wieczór jesteśmy w Bosanskiej Gradišce. Nocujemy w namiotach przy klasztorze sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa. Rozmowy z siostrami uświadamiają mi, że całkiem sprawnie przez 2 tygodnie nauczyłem się podstawowych zwrotów po chorwacku. Przyda się na pewno w kolejnych dniach wyprawy. Już pierwszy nocleg jest zapowiedzią wielkiej gościnności mieszkańców Bałkanów, o czym przekonamy się przez kolejne tygodnie. Dzień kończymy Mszą św. razem z siostrami.
![]() |
| Rozpoczynamy wyprawę w dobrych humorach |
BBE 2014 - relacja cz. 2 Czarnogóra
Route 2,917,204 - powered by www.bikemap.net
Dzień 7. Tuli - Lepetane 46 km
Rano przejeżdżamy po płaskim 6 km, a potem czeka nas 200 m podjazdu. Nabieramy wody od miejscowych, całkiem sprawnie zdobywamy górę i docieramy do granicy czarnogórskiej. Za przejściem jest piękny, długi, choć kręty zjazd z 900 m nad Zatokę Kotorską, czyli do poziomu morza. Widoki są bajkowe! Góry, które wcinają się w morze. Dzięki życzliwości ks. Dariusza, salwatorianina pracującego w Czarnogórze, mamy nocleg w opuszczonej plebanii w Lepetane. Dojeżdżamy do Kamenari i przepływamy promem na drugą stronę zatoki. Ks. Dariusz daje nam klucze do domu i możemy się rozpakować. Jesteśmy tuż nad wodą, szykujemy się do kąpieli, ale zaczyna padać, więc chowamy się do domu. Odprawiamy Mszę św. w kościele, robimy pranie, odpoczywamy, jedziemy na kolację do Lastvi, a wieczorem siedzimy długo nad Zatoką Kotorską.
![]() |
| Wypoczynek nad Zatoką Kotorską |
BBE 2014 - relacja cz. 3. z powrotem przez Bośnię i Chorwację
Route 2,917,208 - powered by www.bikemap.net
Dzień 16. Osija - Sarajewo 55 km
Po przejechaniu kolejnych kilometrów przez odludne tereny nagle znajdujemy się na przedmieściach Sarajewa. Już po wjeździe do miasta łapie nas burza, a Wojtek łapie gumę. Szukamy sklepu rowerowego, żeby Marcin i Wojtek kupili sobie dętki. Okazuje się, że nie tylko dętki, bo Wojtkowi rozwala się całkowicie także opona. Dalej przez miasto może już tylko prowadzić swój rower.
W południe meldujemy się w hostelu Franz Ferdinand w centrum miasta przy katedrze. Warunki są bardzo dobre. Mamy pół dnia na zwiedzanie Sarajewa. To oczywiście za mało, żeby wszystko dokładnie zobaczyć, ale mamy okazję poczuć klimat stolicy.
![]() |
| Przed ratuszem w Sarajewie |
5 października 2014
360 km szaleństwa, czyli wycieczka sobotnia nad morze.
Mam spore zaległości na blogu. Czekam na jesienne, deszczowe dni, by opisać ze szczegółami wyprawę bałkańską. Mam zamiar napisać dwa słowa o moim nowym rowerze na ramie Surly LHT.
Ale zanim to nastąpi, pochwalę się wczorajszą szaloną wycieczką.
Zastanawiam, co jest w sumie najważniejsze. Czy pobicie życiowych rekordów długości i czasu jazdy? Czy walka ze swoimi słabościami, z powalająca sennością i zmęczeniem? Czy piękne krajobrazy? A może czas spędzony na bałtyckiej plaży w absolutnej samotności, bez śladu żywego człowieka po horyzont? Niepowtarzalny klimat jazdy w środku nocy na zmianę we mgle i świetle księżyca?
Ale zanim to nastąpi, pochwalę się wczorajszą szaloną wycieczką.
Zastanawiam, co jest w sumie najważniejsze. Czy pobicie życiowych rekordów długości i czasu jazdy? Czy walka ze swoimi słabościami, z powalająca sennością i zmęczeniem? Czy piękne krajobrazy? A może czas spędzony na bałtyckiej plaży w absolutnej samotności, bez śladu żywego człowieka po horyzont? Niepowtarzalny klimat jazdy w środku nocy na zmianę we mgle i świetle księżyca?
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)




